Chcieć więcej zarabiać…

Jeśli nie ustalasz celów dla siebie, jesteś skazany na pracowanie przy osiąganiu celów kogoś innego.”Brian Tracy
 
Statystycznie kobiety na tych samych stanowiskach, z podobnym wykształceniem i doświadczeniem zarabiają mniej niż mężczyźni. Suche fakty.

Boli, nie prawda? Odpowiadając na pytanie kto jest temu winny, odpowiadam – my same, moje drogie. Tak, tak.

Przypomnij sobie Twoją ostatnią rozmowę o pracę lub o podwyżkę. Zazwyczaj scenariusz jest podobny. Załóżmy, że szukasz pracy i zostajesz umówiona na spotkanie rekrutacyjne. Przygotowujesz się rzetelnie, rozmyślasz o swoim doświadczeniu, sukcesach, mocnych stronach i wadach, bo o to pytają, na takich rozmowach. W myślach wiesz ile chcesz zarabiać, więcej niż teraz bo tu czujesz się niedowartościowana jeśli weźmiemy pod uwagę wynagrodzenie za Twoją pracę i czas, który przeznaczasz dla firmy. A więc spieszysz na rozmowę o pracę, w dopasowanym garniturze, świeżo wyprasowanej koszuli, w butach na wysokim obcasie. Spojrzenie w lustro, zadbanie o szczegóły, poprawka makijażu i czujesz się w pełni profesjonalistą i tak wyglądasz. Uśmiech na ustach i wjeżdżasz windą na kolejne piętra biurowca, który jest potencjalnie Twoim przyszłym miejscem pracy.

Podoba Ci się tu, elegancko, przestronnie, nowocześnie. Czujesz się fantastycznie, że akurat z setek CV wybrali właśnie Twoje. O tak, znam to uczucie. Zanim przejdziesz przez drzwi firmowe, zanim wysiądziesz z windy próbujesz przełknąć ślinę, bo coś Ci gardło zaschło … delikatny ucisk w żołądku daje o sobie znać, a przecież zadbałaś o poranny posiłek by nic nie rozpraszało Twojej uwagi na rozmowie.

Pierwszy podziw miejsca, w którym miałabyś pracować, odczuwasz jaką pewną nagrodę za swoje działania i za odzew na wysłane CV. Często już zanim otworzysz drzwi do firmy już w myślach „schodzisz” ze swojego wynagrodzenia. Tak bardzo chciałabyś pracować w tej firmie, że w sumie mniejsza kwota będzie w pełni akceptowana z Twojej strony i lepiej powiesz mniej by zwiększyć szanse na Twoje przyjęcie do tej pracy na to stanowisko.

W recepcji wita Cię profesjonalna sekretarka, prosisz o wodę (przez to suche gardło) i czekasz w sali konferencyjnej na potencjalnego szefa/współpracownika/kogoś, kto będzie miał wpływ na decyzję o zatrudnieniu Ciebie.

Widok z Sali konferencyjnej zapiera dech, panorama miasta jest fantastyczna, „MUSZĄ mnie zatrudnić, skup się kobieto, przyjmij dobrą pozycję, popraw mankiety, pełen profesjonalizm”.

Zazwyczaj to On wchodzi w garniturze, z białymi mankietami, odpowiednią fryzurą, uśmiecha się pokazując białe zęby i mówi „Dzień dobry Pani … . Nie miała Pani problemów ze znalezieniem naszej firmy?”. Myślisz, ba największy budynek w okolicy, co ja miasta nie znam, pewnie, że nie miałam. „Nie miałam najmniejszych trudności” – odpowiadasz grzecznie uśmiechając się. Rozmowa jest konkretna i rzeczowa, On precyzyjnie wyjaśnia zakres Twoich obowiązków, kogo szukają, dlaczego i po co, zadaje pytania dotyczące Twojego doświadczenia. Fantastycznie. Pełna kultura. Czujesz się jak człowiek, ba, nawet partner a nie jak trybik i urządzenie do wykonywania zadań. Miło, przyjemnie dochodzimy do rozmowy na temat wynagrodzenia. Podstawowe pytanie brzmi zawsze „ile chciałaby Pani zarabiać na tym stanowisku”. Ty w głowie robisz sobie szybki rachunek, dodajesz plusy, odejmujesz minusy i mówisz 30% mniej niż zakładałaś, z nadzieją, że dostaniesz tą pracę. Finito. Poszło. On zapisał. A ty już jesteś zła. Wściekła. Na kogo? Nie trzeba odpowiadać…

Scenariuszy zakończenia jest kilka, albo dostajesz tą pracę i marzysz by przy najbliższej okazji dostać podwyżkę, albo nie dostajesz tej pracy i zastanawiasz się dlaczego, albo znajdujesz pracę gdzie indziej, albo zostajesz w swojej starej firmie i marzysz…

To jakieś nasze wewnętrzne, głębokie przekonanie nakłania nas do wyceniania swojej pracy na minimum naszych widełek, a nie na maksimum. Oni idą i mówią maksimum, najwyżej będą negocjować, my kobiety mówimy minimum od razu, albo troszkę powyżej. Czy powiedzenie „Dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają” jest domeną kobiet? Czy to jakaś klątwa nad społeczeństwem kobiet? A może samospełniająca się przepowiednia?

Jeśli pracodawca ma przygotowane 15 tyś maks. na to stanowisko i przyjdzie kobieta, która chce pracować na tym stanowisku za 10 tyś. – to oczywiste, że pracodawca będzie zadowolony. Oni przyjdą i powiedzą 14 tyś. I tyle dostaną. Warto się zastanowić?

Moim zdaniem warto znaleźć bardzo dobre powody, dla siebie samej, dlaczego chcę zarabiać np. 14 tyś. Zrobić rozeznanie w branży ile się zarabia na takim stanowisku, docenić samą siebie w swoich oczach za sukcesy, wytrwałość, doświadczenie, wykształcenie.

Pewna siebie kobieta to ta, która zna swoją wartość i zna kwotę wynagrodzenia, za które podejmie się pracy na danym stanowisku. Umie bronić swego zdania, wyboru, doświadczenia, sukcesów.

Jak to zrobić?

Odpowiem krótką historyjką, którą usłyszałam na jednym warsztacie. Autor mi nieznany.

„Przyjechała Pani do Krakowa i koniecznie chciała udać do Filharmonii Krakowskiej. Zapomniała mapy i pamiętała, że to gdzieś za Wawelem. Szła obok krzaków, wiecie jak pod Wawelem jest zielono, i zgubiła kierunek. Na ławeczce siedział sobie straszy Pan. Kobieta podeszła do niego i zapytała „Czy wie Pan jak się dostać do Filharmonii Krakowskiej?” Starszy Pan spojrzał na kobietę i odpowiedział „Ćwiczyć łaskawa Pani, ćwiczyć”.

Tekst został opublikowany na portalu Kobieta w Biznesie

 

 

 

Wykonaj bezpłatnie test na Archetypy Finansowe®

I poznaj swoją osobowość finansową, aby sprawdzić swoje talenty i mocne strony finansowe.

Wyraź zgodę

You have Successfully Subscribed!